Kilka refleksji po Dniach Patrona

drukowanych w Sygnaturce Kolegiackiej.

SH100060Ten numer Sygnaturki Kolegiackiej jest w większości poświęcony relacjom z wydarzeń, które miały miejsce podczas Dni Patrona Miasta. Postanowiłem włączyć się w ten nurt i podzielić się kilkoma spostrzeżeniami.

Przeważnie podczas Dni Patrona mieliśmy piękną pogodę, a w tym roku wprost wymarzoną. Bardzo dużo Pułtuszczan, a także gości, którzy w coraz większej liczbie nas odwiedzają, przebywało na Rynku. Sądzę, że wszyscy mieszkańcy naszego miasta  zaakceptowali św. Mateusza, jako swojego patrona, i cieszą się z tego, że mogą razem świętować. Tłumy ludzi na koncertach, prezentacjach, występach. Mam nadzieję, że to święto pomaga nam stawać się lepszymi, życzliwszymi, bliższymi. Mnie brakuje trochę dobrego biesiadowania i lepszego tworzenia wspólnoty. Wyobraźmy sobie, że Nadleśnictwo dałoby trochę drewna, właściciele tartaków by je przetarli na deski, stolarze zrobiliby z nich proste blaty i ławy. Ustawilibyśmy od sceny do Ratusza i zawinęli do środka największy stół w Europie. Burmistrz ufundowałby dla wszystkich bigos lub grochówkę, a może właściciele restauracji, barów i domów weselnych ugotowaliby po dużym garze bigosu. Gospodynie z miasta upiekłyby ciasta. Jakaś kapela zachęciłaby do wspólnego śpiewania pieśni ludowych zaczynając od Głębokiej studzienki, przez Zielony mosteczek, Sokoły, etc. Zasiedlibyśmy wszyscy do wspólnego stołu (dzieci, młodzież, dorośli, starsi), bez sprawdzania legitymacji partyjnych i parafialnych świadectw chrztu. Burmistrz by pozdrowił, ksiądz pobłogosławił, wszyscy by się posilili i wspólnie pośpiewali. Ktoś powie, że to utopia. Nigdy nie wiadomo, co z tego można zrealizować, ale pomarzyć wolno...

Sprawowana Eucharystia winna być najważniejszym przeżyciem tego dnia. Księża kanonicy Kapituły Pułtuskiej gratulowali przepięknej uroczystości. Niektórzy mówili do mnie, że choć są starymi księżmi nigdy w życiu nie uczestniczyli w tak pięknie przygotowanej liturgii mszalnej. Pragnę serdecznie podziękować Akcji Katolickiej i wszystkim, którzy włożyli sporo pracy i serca, aby uświetnić naszą uroczystość. Pamiętam o księżach wikariuszach, siostrach zakonnych, ministrantach, asyście procesyjnej, pocztach sztandarowych, orkiestrze strażackiej, zespole młodzieżowym, dziewczynkach sypiących kwiatkami, gimnazjalistkach niosących poduszki, o składających dary, czytających Słowo Boże, komentarze i modlitwę wiernych, Gwardii św. Mateusza, pracownikach kościelnych. Wszystkim dziękuję za zaangażowanie w tworzenie naszej uroczystości.

Trudno jest mi tylko zrozumieć, dlaczego jeszcze więcej parafian nie korzysta z możliwości przeżycia tak pięknej odpustowej liturgii mszy świętej. Rozumiem ludzi starych, chorych, którzy muszą mieć miejsca siedzące, rodziców z niecierpliwymi dziećmi. Jednak jest wiele osób, które mogłyby i powinny uczestniczyć we Mszy Świętej odpustowej, a jednak są na innych, lub nie ma ich wcale. Przyjeżdżają do nas ludzie z innych miejscowości, księża zostawiają swoje obowiązki niedzielne i jadą do nas z Płocka, Ciechanowa, Przasnysza, a wielu z naszej wspólnoty nigdy jeszcze nie uczestniczyło w sumie odpustowej. Przecież podejmujemy tak ogromy wysiłek, abyście Wy, Kochani, mogli skorzystać, podbudować się duchowo, ucieszyć. Trud się nie liczy, jeżeli z pracy skorzystają ludzie i wychodzą zadowoleni. Apeluję więc, aby w przyszłym roku w święto Mateusza było nas jeszcze więcej biorących udział w Eucharystii o godz. 12.00.

Koncert p. Ireny Jarockiej rozpoczął się wspaniale. Byłem tylko na rozpoczęciu, ponieważ w tym czasie odbywała się biskupia wizytacja parafii Gzy, w której musiałem z obowiązku uczestniczyć. Relacje uczestników świadczą o udanym występie i zadowoleniu słuchających. Szkoda tylko, że p. Irena Jarocka nie zaśpiewała choćby jednej pieśni o tematyce religijnej. Cieszę się ze wspaniałej frekwencji na tym koncercie, ale zastanawiam się, czy sala maneżowa w Domu Polonii nie byłaby lepszym miejscem na występy o charakterze świeckim.

 

Ks. Wiesław Kosek

 

Nabożeństwa